Mam w domu pająka. Zapewne niejednego. Ale ten jest wyjątkowy, nawiązaliśmy chyba nawet wątłą nić porozumienia.
Pająk przemyka po mojej różowej podłodze chyba ze względów towarzyskich, kiedy ja siedzę w łóżku z komputerem i ciężko pracuję. Towarzyski oczywiście jest pająk. Ja jestem aspołeczna.
Pająk ochoczo tupie swoimi siedmioma nogami (Pająk jest po przejściach, może dlatego wydaje mi się sympatyczniejszy) tylko po podłodze, a nieśmiało i jakby bardziej statecznie wkracza na dywan. Na pewno wie, skubany, że na różowej podłodze lepiej się prezentuje. Wyraźniej. Na pierwszy rzut oka widać, że to on.
Rozmawiam z moim Pająkiem. Tak, jest już mój, ale nie mówcie mu tego. Staram się nie nadawać mu imienia. Tłumaczę, żeby mi nie przeszkadzał, bo pracuję. Grożę, że go stłukę, jeśli zamieszka w moich spodniach. Próbował, ale chyba mu się nie spodobało. Pająki najwidoczniej nie lubią boyfriend jeans. Chyba zraniłam jego uczucia stwierdzeniem, że nie jest moim zwierzątkiem domowym, bo gdzieś się schował. Mam nadzieję, że nie w mojej poduszce.
Tak blisko jeszcze nie jesteśmy.
Spróbuj z imieniem Pafnucy. Z pająkami praktycznie zawsze się sprawdza.
OdpowiedzUsuńCzy uszyłaś mu już ciepłe majteczki na jesień?
OdpowiedzUsuńNie umiem uszyć majteczek z siedmioma nogawkami. :(
Usuń